00

Najstarszą polską pieśnią patriotyczną, sięgającą XIII wieku jest „Bogurodzica”. Śpiewało ją polskie rycerstwo i przed bitwą pod Grunwaldem (1410) i pod Chocimiem (1621). Z XIII wieku pochodzi także „Gaude Mater Polonia” napisana przez Wincentego z Kielczy, dominikanina. Została dedykowana św. Stanisławowi, pierwszemu z Polaków, który dostąpił łaski kanonizacji. Była także śpiewana na polach bitewnych jako modlitwa o wstawiennictwo, a także jako głosząca chwałę Polsce. Do nich w okresie Oświecenia dołączył „Hymn o miłości Ojczyzny” pióra późniejszego prymasa Polski Ignacego Krasickiego. Ostatecznie największą popularność uzyskał powstały pod koniec XVIII w. „Mazurek Dąbrowskiego”.

Profesor zwyczajny Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie. Specjalista historii powszechnej XIX wieku oraz dziejów Kościoła Powszechnego, zwłaszcza w XIX i XX wieku. Znawca dziejów Krakowa i Katedry Wawelskiej.

„W roku 100-lecia odzyskania niepodległości obchodzimy także 200-lecie śmierci generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Jan Henryk Dąbrowski urodził się opodal Krakowa, na dworze w parafii Niegowić, tu spędził dzieciństwo, kolejne etapy w jego życiu wyznaczają Drezno, Warszawa i Winnogóra w Wielkopolsce, gdzie zmarł w 1818 r., 200 lat temu. W przekonaniu wielu współczesnych mu Polaków powinien spocząć w katedrze na Wawelu. W latach poprzedzających śmierć generała Dąbrowskiego w katedrze na Wawelu pochowano księcia generała Józefa Poniatowskiego i gen. Tadeusza Kościuszkę. Zwrócono się więc w roku 1818 do biskupa krakowskiego i do Senatu Rządzącego Wolnego Miasta Krakowa o zgodę na pochowanie gen. Dąbrowskiego na Wawelu. Przeciw wystąpili trzej rezydenci ościennych mocarstw rozbiorowych. Mistycyzm i liberalizm cara Aleksandra I zdążył już wystygnąć.

Jedyną pamiątką po Janie Henryku Dąbrowskim w naszej katedrze pozostaje płyta marmurowa położona na wschodniej ścianie wieży zegarowej z napisem „Reprezentanci Narodu – Bohaterowi Dąbrowskiemu. Niewielu o niej wie. Ale jest pamiątka po Janie Henryku Dąbrowskim, która jest znana i bliska wszystkim Polakom. To Mazurek Dąbrowskiego „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Był rok 1797. Na terenie Księstwa Lombardii przemianowanego przez Napoleona na Republikę Lombardzką powołano polskie siły zbrojne pod wodzą gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Utworzono dwie polskie legie piechoty, każda po ok. 4 tysiące żołnierzy i 3 kompanie artylerii. Bataliony legionowe rozlokowano w pięciu miejscach: w Mediolanie, Bolonii, Ferrarze, Mantui i Coni. Niedługo potem doszło do niepokojów w opanowanym przez Napoleona Reggio Emilia. Napoleon wydał rozkaz wysłania tysiąca legionistów polskich stacjonujących w Bolonii do uspokojenia nastrojów. Bolonię i Reggio dzieli 60 km. Legioniści wkroczyli do Reggio na początku lipca 1797 r. Kwaterą dla gen. Jana Henryka Dąbrowskiego stał się pałac biskupi w Reggio. 7 lipca do Reggio z Paryża przybył gen. Józef Wybicki, przyjaciel Jana Henryka, dawny konfederat barski. Wojsko polskie pozostało w Reggio przez ponad dwa tygodnie. W dniu wyjścia wojska gen. Dąbrowski zasadził „drzewo wolności”, a na bankiecie pożegnalnym doszło do prawykonania pieśni, której tekst napisał Józef Wybicki, na cześć Jana Henryka Dąbrowskiego, a którą nazwał „Pieśnią legionów polskich we Włoszech”. Tekst został napisany w pierwszej połowie lipca 1797 r. w pałacu biskupim w Reggio Emilia. W 180-ą rocznicę od tego wydarzenia staraniem Polskiej Akademii Umiejętności, na ścianie ratusza w Reggio umieszczono pamiątkową tablicę.

Językoznawcy pochylający się nad tekstem są zgodni, że forma językowa daleka jest od doskonałości, że rytm wiersza jest prosty, że melodia jest wzięta z ludowego mazurka. A równocześnie podkreślają, że właśnie ta prosta forma zapewniła pieśni tak niezwykłą popularność. Jeszcze w sierpniu 1797 roku gen. Dąbrowski pisał do gen. Wybickiego, że jest niezwykle rad z tego daru, dodając, że żołnierze do tej pieśni coraz więcej gustu mają.

„Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy. Co nam obca moc wydarła, szablą odbijemy”. Tak brzmiała zwrotka pierwsza. Gen. Wybicki, patrząc ze wzruszeniem na polskie wojskie w Reggio dał wyraz wierze, że jeszcze Polska nie zginęła, nie zginęła skoro są tacy, którzy chcą o nią walczyć. Refren jest wezwaniem do gen. Dąbrowskiego, by nie ustawał, by prowadził polskie wojsko do niepodległości, z ziemi włoskiej do Polski. Dał wyraz przekonaniu, że za Dąbrowskim pójdą polscy żołnierze, aż do zwycięstwa, aż złączy się z narodem, który go oczekuje.
Druga zwrotka nawiązuje do historii. „Jak Czarniecki do Poznania wracał się przez morze. Dla Ojczyzny ratowania po szwedzkim zaborze”. Gen. Czarniecki był ulubionym bohaterem gen. Dąbrowskiego. Z dziejów potopu szwedzkiego Wybicki wybrał ten fragment, kiedy Szwecja napadła Danię. Elektor duński prosił króla polskiego o pomoc. Król Jan Kazimierz zgodził się na wymarsz Czarnieckiego i jego udział w tzw. kampanii jutlandzkiej w końcu 1658 i w pierwszej połowie roku następnego. By umożliwić elektorowi duńskiemu zdobycie wyspy Als, Czarniecki z pięciotysięczną dywizją przeprawił się przez morze. Wtedy droga do niepodległości wiodła przez Danię. Trzeba było najpierw pomóc Danii wyprzeć Szwedów, żeby można było ostatecznie wyprzeć Szwedów z Polski i zawrzeć pokój, który dla Polski będzie pokojem zwycięskim, w którym to Polska będzie stroną zwycięską. Tak jak ongiś Czarniecki musiał udać się na północ Europy, by walczyć o Polskę tak w 1797 r. jak napisał Wybicki, gen. Dąbrowski bije się we Włoszech, na południu Europy, ale o to samo, o Polskę.

„Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę, będziem Polakami, dał nam przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy”. Trzecia zwrotka szkicuje geografię strategiczną marszu legionów Dąbrowskiego. Z południa, z Italii, na północ, do Polski, najpierw przez Wisłę, a następnie przez Wartę do Wielkopolski, która ma być kolebką czynu zbrojnego. Bez wytchnienia i zwycięsko, jak tego przykłady dawał wtedy gen. Napoleon Bonaparte.

Czwarta zwrotka to liryczny obraz rozmowy ojca z córką o polskim wojsku, bijącym się gdzieś na obczyźnie, bijącym się za Ojczyznę. Zdaniem Ignacego Chodźko jest to fragment poświęcony ojcu Barbary Chłapowskiej i jej samej. Barbarę Dąbrowski miał poznać jako bardzo młodą dziewczynę. Opuszczając Polskę w 1796 r. Dąbrowski miał jej obiecać, że po powrocie do Polski ją poślubi. Rzeczywiście w 1807 r. Dąbrowski w Poznaniu poślubił Barbarę Chłapowską, ale niektórzy uczeni skłaniają się do tego, że ją poznał w roku poprzedzającym zaślubiny, a nie 11 lat wcześniej. Dla nich postać ojca i córki Basi jest przedstawieniem symbolicznym tych, którzy czekali pocieszając się, podtrzymując światło nadziei. Zapłakany ojciec Basi budził nadzieję, iż nadejdzie dzień, w którym ci, którzy będą czekać, usłyszą polskie wojsko, idące w rytmie polskich tarabanów, w rytmie wybijanym przez polskich doboszy. Wybicki uzmysławiał żołnierzom, że są oczekiwani.

Prosta w formie pieśń dedykowana gen. Dąbrowskiemu i jego żołnierzom zrobiła niezwykła karierę. Stała się polską Marsylianką. I połączyła wszystkich Polaków.

W roku 1809 r., książę Józef Poniatowski przy dźwiękach tej właśnie pieśni wprowadzał wojsko polskie do Krakowa. W wielu polskich domach pojawiły się zegary kurantowe wygrywające mazurka. Pisał o tym Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”, który w 1811 r. przybył do dworu stryja w Soplicowie, spojrzał na ściany z obrazami Rejtana i Kościuszki, spostrzegł też kurantowy zegar i jak napisze Mickiewicz „z dziecinną radością pociągnął za sznurek, by stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek”. Liczący sobie tak niewiele lat utwór, Mickiewicz nazywa już starym. Już go zapisał do polskiej tradycji, bo już się w niej zapisał. Także w wykładach paryskich Adam Mickiewicz, którego ciało także spoczywa w tej katedrze o Mazurku mówił: „Słowa Pieśni legionów polskich, zaczynają się od wierszy, które są godłem historii naszej. Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy! Słowa te mówią, że ludzie mający w sobie co istotnie stanowi narodowość, zdolni są przedłużyć byt swojego kraju niezależnie od warunków politycznych tego bytu i mogą nawet dążyć do urzeczywistnienia go na nowo. Spełnienie zaś tego dzieła to solidarna praca nad odrodzeniem ojczyzny jest obecnie celem narodowości polskiej”. Mickiewicz w swoim wykładzie wprowadził już unowocześnioną wersję mazurka. W miejsce „Jeszcze Polska nie umarła” wprowadził „Jeszcze Polska nie zginęła”. Mazurka śpiewano na polu bitwy pod Olszynką Grochowską, śpiewano go na emigracji, śpiewano podczas manifestacji w kraju i zagranicą. Nie dopuszczany przez cenzurę. Niejednokrotnie za śpiewanie „Jeszcze Polska nie zginęła” karano wyrokami, łącznie z karą zsyłki. Pieśń stała się instrumentem propagandy sprawy polskiej. Obecna w literaturze i w koncercie Jankiela w „Panu Tadeuszu” i w sienkiewiczowskim „W pustyni i w puszczy”, w miejscu gdzie Staś Tarkowski na afrykańskiej skale wyrył „Jeszcze Polska nie zginęła”. Pod jej wpływem i na jej podobieństwo powstały hymny słowacki, czeski i chorwacki.
Obecna w koncertach Chopina. Gdy Fryderyk Chopin umarł, w jednym z pierwszych wspomnień o nim o Mazurku zapisano: „a jak droga jego sercu pieśń ta była, najlepiej świadczy fakt, że przed samą śmiercią kazał sobie zagrać „Jeszcze Polska nie zginęła”.

Po odzyskaniu niepodległości kilka pieśni pretendowało do zaszczytnego tytułu hymnu narodowego. To: Mazurek Dąbrowskiego, ale to także hymn na 1-ą rocznicę ustanowienia Królestwa Polskiego Alojzego Felińskiego z 1816 r., który ze zmienionym tekstem śpiewano od Powstania Styczniowego jako „Boże coś Polskę”, chorał Kornela Ujejskiego „Z dymem pożarów” i „Rota” Marii Konopnickiej, do którem muzykę skomponował Feliks Nowowiejski. Sprawy ogłoszenia hymnu narodowego nie rozstrzygnięto przygotowując konstytucję marcową 1921 r. Temat podjęto ponownie kilka lat później po roku 1926. Polska potrzebowała znaku. Podjęto dwie decyzje: o ustanowieniu hymnu narodowego i o sprowadzeniu szczątków Juliusza Słowackiego. Polska potrzebowała porywającego hymnu i powrotu prochów natchnionego wieszcza. Decyzja zapadła 26 lutego 1927 r. Uznano, że polskim hymnem narodowym będzie „Pieśń Legionów”. Decyzję uzasadniono tym, że pieśń ta towarzyszyła Polakom na wszystkich frontach lat niewoli narodowej, a także dlatego, że jak napisano, pieśń ta ma moc wzbudzania entuzjazmu.
Odtąd w ważne święta i wydarzenia narodowe śpiewamy Mazurka Dąbrowskiego.

Dziś jest taki szczególny dzień, w którym wszyscy chcemy go zaśpiewać. Jako współcześnie żyjący Polacy, zgromadzeni w katedrze wawelskiej, tu gdzie spoczęli generałowie Poniatowski, Kościuszko, Piłsudski i Sikorski, gdzie wieszczowie narodowi, myśląc o Szopenie, Dąbrowskim i Wybickim, myśląc o tych żołnierzach, którzy z tą pieśnią na ustach ginęli w setkach bitew, i o tych matkach, które jej uczyły swoje dzieci, w łączności z tymi, którzy wraz z nami za chwilę śpiewać ją będą w dziesiątkach i setkach tysięcy miejsc w Polsce i zagranicą, wszędzie tam gdzie Polacy żyją i pracują, chcemy ją radośnie i świadomie zaśpiewać.

Niech ta pieśń podnosi narodowego ducha. Niech się dziś wzniesie do Boga za wstawiennictwem Bogarodzicy z uczuciami szczególnej wdzięczności za tych, którym zawdzięczamy sto lat temu odzyskaną wolność i suwerenność. Gaude Mater Polonia! Ciesz się Matko Polsko!”